Apoptoza

piątek, 8.maja.2009, 19:10
Biologia, jak wiadomo, łatwym przedmiotem nie jest. Pewnie dlatego los sprawił, bym się jej uczyła na egzamin. No, ale nie o tym mowa.

Poprosiłam dzisiaj tatę* by przepytał mnie z materiału. Po paru pytaniach zapytał o apoptozę. Ja na to:
"A co to jest?"
Po chwili zostałam zasypana informacjami o zaprogramowanej śmierci komórek.

I właśnie.
W zasadzie, nie ma w tym nic dziwnego. Każdy z nas jako płód miał przecież skrzela, błony między palcami, ba, mieliśmy przecież ogony. Ale wszystko zniknęło bez śladu. Nic nie pamiętamy.

Spójrz na górę, w niebo.
U mnie, na przykład są chmury. I leje się z nich deszcz (no dobra, nie leje się ale w tej chwili potrzebuję jakiegoś dobrego przykładu), a rynna pod oknem kuchennym, ta, w której rośnie trawa ocieka błotem. Jest tak, świat rozpacza bo chce słońca i trzydziestostopniowej temperatury. I czekamy. Dostajemy. Ziemia wysycha, przez dwa tygodnie jest upał (co w tym duńskim, morskim klimacie też nie jest możliwe, ale, jak pisałam, potrzebuję przykładu) i nikt już nie pamięta, co to był deszcz.

Chyba my, jako ludzkość jesteśmy jednak przypadkiem beznadziejnym. Nie dość, że mamy talent do trwania na tej ziemi przez parędziesiąt lat, komplikowania wszelkich spraw, to jeszcze nawet nie zostaniemy tutaj zapamiętani. Każdego dnia w końcu umiera jakiś człowiek, każdego dnia rodzi się ktoś inny. W ciągu tysiącleci nawet nazwisko Darwina zostanie zapomniane. Wszystko kiedyś umrze i zostanie zapomniane przez nas, ludzi**, a przecież komórki odwaliły całą masę roboty dzieląc się i tworząc różnorodne organy - od mózgu zaczynając, na nogach kończąc.

Idę po jeszcze jedną kawę. Jak ma się już zwariować od takiej ilości kofeiny, to dajmy się zwariować doszczętnie.



* w końcu cała moja rodzina to lekarze. No, prawie cała.
** Na temat Boga napiszę kiedy indziej.
Christabel
Nastrój:
Kategoria: Inspirowane
tagi: